wtorek, 25 lipca 2017

Uruchomienie nowej strony internetowej

Szanowni Państwo,

uruchomiłem nową stronę internetową - jej adres to http://michalzdunik.pl

Dawna – dostępna pod adresem: http://zdunik.blogspot.com/ – będzie aktywna, ale zaprzestaję jej uaktualniania. Wszelkie nowe materiały i teksty literackie będą zamieszczane pod tym adresem. W razie wszelkich pytań proszę o kontakt.

 Serdecznie pozdrawiam –

 Michał Zdunik

sobota, 19 listopada 2016

Listopad, 2016

Już wszystko skończone, zamknięte, stracone. Skończ z tym patosem, przesadzasz, nic się nie dzieje. Dzieje się - co - wszystko? Nie rozumiem, ja też nie. Jest ciemno, prawie noc, juz noc. Zanurzamy się w mrok. Prawię cię już nie poznaję, ale wiem, że jesteś. Nie znam twojej skóry, ale czuję jej drżenie i perlistość. Nie odchodź, proszę, nie odchodź. Ulice miasta, arterie krwi samochodów ludzi spojrzeń, a dzisiaj zupełnie sami, opuszczone cielsko olbrzyma. Zostań u mnie, choćby na chwilę, choćby wszystko przestało istnieć/ Pustka. Delikatne szemranie elektrycznego czajnika. Mieszkanie jest biedne. Wynajmujesz - tak - na własne mnie nie stać - jak w ogóle masz na imię - to nie ma znaczenia - a co ma? - to właśnie, co teraz. Siedzimy nad szklankami - tanimi - ciemne szkło - nad tanią herbatą. Patrzę w jej oczy i nic nie muszę mówić. Robisz się tandetny - ale to była prawda - może tak wygląda szczęście. Ciemny ocean łóżka - drobne ciało obok ciepło - idziesz już spać - przeczytam ci coś - co to - O Panie, własną śmierć każdemu daj, daj umieranie, które z życia płynie, - kto to napisał - nie pamiętam - umieram umieram umieram - nie histeryzuj - przesadzasz znowu przesadzasz - i znowu znowu znowu w ulicach miasta - zgubiłem się i nikt mnie nie znalazł - ja sam siebie nie odnalazłem - następna stacja ratusz arsenał - świętokrzyska - proszę wysiąść - nie ma następnej stacji - a co jest? - dalej? - nie ma żadnego dalej - wiem, gdzie jest? - gdzie? - spójrz mi w oczy - verrà la morte e avrà i tuoi occhi - co tam widzisz - nic - pustkę - i wszystko cały świat - jakieś echo - oddech mi się rwie - echo tego, co się nigdy nie zdarzyło - i już się nie zdarzy - trochę ża/luje, wiesz? - czego - no właśnie tego - mogłem wtedy cię objąć pocałować - co by się wtedy zdarzyło - nie wiem - nie wiem - nie wiem - nic nic nic nic nic nic nic nic nic - trzeba już odejść - musisz? - naprawdę, muszę - szelest szmer snu - to się nie dzieję naprawdę - śnisz - obudź mnie, obudź - kolejna podróż - wieczór - ciemny las wieżowców i latarni - topię się w tytoniowym dymie - wiesz - ile można - tej taniej melancholii - wiesz już, że tak jestem - to zmień się - ciągle mówisz o jednym, ciągle jakieś kobiety - ile można - nie znasz nic innego - wiesz, tak najłatwiej - nie masz innych przyjaciół - zaczyna robić się nieprzyjemnie - wiesz, to jest słaby żart, naprawdę słaby - nie masz innych marzeń? - etat i umowa o pracę na czas nieokreślony - ale to przecież nikomu niepotrzebne  - i co z tego to zupełnie tak jak ja - mdłe duchy dawnych czasów - martwe słowa, które nikogo nie interesują - jak moja mowa - wszystko tak jak jak - zatapiam się w sobie zapadam - istnieje tylko pierwsza osoba - tylko ja ja ja ja ja ja ja ja ja ja ja - słowa jak ciężkie kamienie - to żałosne - tak to żałosne - muszę umrzeć - tak musisz - zapadam się w sobie - w ziemię - w twoje ciało - w jej ciało - wiem, że nie powinienem cię znać być tu - ale nie mogę się powstrzymać - idziesz w sam środek rozpaczy - w sam środek ciemności - i jeszcze raz puste ulice - pośrodku - milczenie - słyszę własne umieranie - już powoli - już teraz - ty/ja/ty/ja/ty/ja - dobranoc - noc - noc - noc - noc - noc…

(listopad 2016)

wtorek, 25 października 2016

Świadkowie albo nasza mała stabilizacja - premiera

Tadeusz Różewicz, 
Świadkowie albo nasza mała stabilizacja
reżyseria i muzyka: Michał Zdunik
dramaturgia: Zofia Gustowska
scenografia: Dorota Budacz

występują: Monika Janik, Łukasz Borkowski, Jan Hussakowski oraz Katarzyna Wesołowska (syntezator)


Premiera: 28 października 2016
Europejski Ośrodek Praktyk Teatralnych Gardzienice podczas 

VI Festiwalu Teatrów Błądzących

Serdecznie zapraszam!

niedziela, 17 lipca 2016

"Pociąg" - poemat dla teatru - e-book

Serdecznie zapraszam do lektury mojego poematu do teatru Pociąg, wydanego jako e- book (Biblioteka „Inter-”. Seria poetycka, t. 6) przez "Inter-. Literatura-Krytyka-Kultura” (Zakład Antropologii Literatury i Edukacji Polonistycznej Instytut Literatury Polskiej Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu)

 

czwartek, 12 maja 2016

"Aż do samego końca" - czytanie i warsztaty dramaturgiczne "Dramat w procesie rozwoju".

11 maja 2016 roku, w ramach 34 Festiwalu Szkół Teatralnych odbyły się warsztaty, organizowane przez PWSFTviT w Łodzi oraz Agencję Dramatu i Teatru ADiT. Podczas nich zostało przygotowane czytanie mojego dramatu "Aż do samego końca", wyreżyserowane przez Patrycję Polkowską, z udziałem aktorów łódzkiej Szkoły Filmowej. 

więcej informacji: http://www.filmschool.lodz.pl/news/910,aktorzy-rezyserzy-i-dramaty.html


sobota, 9 kwietnia 2016

Kwiecień

A kolejnym krokiem będzie ciemność. Nie musisz, tylko po po prostu zostań ze mną jeszcze na chwilę, tutaj. Nie mam już siły, naprawdę. Wytrzymam jeszcze tylko jeden dzień, jedną noc, a potem odejdę. / Ale to przecież tylko zmęczenie. Wyśpisz się, i wszystko będzie tak jak dawniej. / Nie, nic już nie będzie. Powiedziała dotknij mnie, mam miękką i jasną skórę, oczy, które dawno nikogo nie widziały, głos, który do nikogo nie mówił od wielu tygodni. / Miasto było ciemne i odchodziło, po ulicach błąkali się ostatni straceńcy nocy - to już! - to już! - to już! - to ta chwila - nie, ja nie jestem jeszcze gotowy, poczekaj chociaż trochę - tyle zostało do powiedzenia, w końcu trzeba ze wszystkimi się pożegnać, napisać drżącą ręką listy, na których nerwowe linie śmiertelnego pisma układają się w żałobne fale. / Wiem, że popełniłem błąd. -  Ale już nie można nic cofnąć? To zaszło za daleko. / dlaczego nie pisałeś? - wiesz, byłem bardzo zajęty - trzeba było przynajmniej dać sygnał, że żyjesz - ale ja już wtedy nie żyłem / Wracałem wieczorem miastem - mijałem ludzi ulice ostatnie tramwaje pary trzymające się za ręce w oknach kawiarni wszyscy roztapiali się we mgle jakby tracili twarze i pozbywali się ciężkiego ciała, stawali się duchami ulatującymi ze spalinowym dymem / Proszę cię, nie przychodź już do mnie, nic nie mów, nie dzwoń to już wszystko nieważne tego nigdy nie było - to brzmi jak jakiś pensjonarski monolog - nigdy nie byłem nikim innym - ale… - wiesz sama, to wszystko takie żałosne / widzisz to? - co? - no, to tam? - przecież tam nic nie ma - no właśnie! / Wracałem do domu, na peronie kolejki podmiejskiej stała kobieta; tuż przy torach, już za żółtą linią bezpieczeństwa. Spojrzałem na nią, miała blada twarz, za którą krył się jakiś bezgraniczny smutek. Była ubrana całkowicie na czarno. / Wyglądała jak widmo, jakby była stworzona z jakiejś innej materii, a tutaj przyszła tylko na chwilę. Może była tylko widmem, i nie istniała? / nie mogę - nie mogę - nie mogę - nie mogę! / To ty - to ja - nie, mnie już nie ma / Decyzje bez wyjścia: zawsze ktoś odchodzi i znika / Wiesz, widzę Cię po raz ostatni - naprawdę, dlaczego? - po prostu - dlaczego nie wybrałeś mnie? - nie ja wybierałem, wybierał ktoś inny - kto? / cisza / cisza / cisza / A kolejnym krokiem będzie ciemność / Wszedłem do kościoła - był pusty - byli w nim wszyscy poza Bogiem - podchodzę do krzyża - z ran płynie czarna krew - ma gęsty słodki smak / I znowu noc / I znowu dzień / I noc / Mijanie ulic ludzi głosów / Tłumy pustki / SIedzi za mną, a ja na nią patrzę: od patrzenia już tylko krok do grzechu / Wstałem trochę wcześniej niż zwykle i spojrzałem w lustro. Zobaczyłem tylko swój cień / Wiedziałeś, że to wszystko się tak skończy - tak, wiedziałem - więc dlaczego? / Zobaczyłem grób, był pusty. Ucieszyłem się, i krzyczałem /istnieje - istnieje - istnieje! / Szukałem go wszędzie, ale nie znalazłem. Mówili mi, że nigdy go nie było, że w ogóle się nie narodził. / Zamknąłem oczy - spałem bardzo długo - już nigdy się nie obudziłem / Więc to wszystko było snem? - A czym innym mogło być? / Nic - nic - nic / Naprawdę, już nie nie musisz, tylko zostań ze mną - ale z kim? - ze mną - ale tutaj nikogo nie ma. / nikogo - nikogo - nikogo - nikogo - nikogo / Synu, teraz pora na rachunek sumienia - Ale ja nie wiem, jak to nazwać - Nie musisz nic nazywać, i tak wszyscy wiedzą o co chodzi. Po prostu się przyznaj - Ale do czego? - No, do tego. - Czyli? - Zrobiłeś wtedy ten pierwszy krok. - Wiesz przecież, że nie było innego wyjścia. - WIem. - To dlaczego wina jest moja - Nie ma innego wyjścia / Muszę już wracać, bardzo miło się z Tobą rozmawia / jej twarz ma barwę piasku utopionego w ciemnym morzu mojej niepamięci / Tak, kawa. Bardzo dobra. Dziękuję, miło ze przyszedłeś / Miło, że odszedłeś / Dobrze, że jesteś / Dobrze, że Cię nie ma / A kolejnym krokiem będzie ciemność / Wracałem wieczorem miastem - żadnego miasta już nie było / Nadjeżdżał jakiś tramwaj / wszystko tutaj znika -  znika -  - znika - - - słowa toną w echu mojego twojego naszego milczenia - krok - - - kolejny - - - ciem - - - ność - - - i już - tylko - - - pozostaje… - - - odbicie - - - cień - - - nie - - - nie - - - nie - - - // - - - // - - - // - - -  - - -  - - -  

kwiecień 2016

niedziela, 28 lutego 2016

Michał Zdunik, "Aż do samego końca", reż. Julia Mark - słuchowisko w Teatrze Polskiego Radia

Michał Zdunik

Aż do samego końca

reżyseria: Julia Mark
opracowanie muzyczne: Julia Mark i Michał Zdunik
realizacja akustyczna: Paweł Szaliński

występują:

Jadwiga Jankowska - Cieślak
Władysław Kowalski

Karolina Gibki

Ewa Konstancja Bułhak

Wiktor Loga - Skarczewski

Łukasz Simlat

Magdalena Warzecha

Monika Pikuła



5 marca 2016
godz. 17.13


Program 1 Polskiego Radia 

Prapremiera

Prawa autorskie do sztuki reprezentuje Agencja Dramatu i Teatru (ADiT). 



Można też słuchać w internecie, na stronie: http://www.polskieradio.pl/

Bardzo serdecznie zapraszam!

niedziela, 11 października 2015

"Matka odchodzi" - premiera

Serdecznie zapraszam na premierę spektaklu Matka odchodzi na podstawie Tadeusza Różewicza, w mojej reżyserii, w ramach V Festiwalu Teatrów Błądzących w Europejskim Ośrodku Praktyk Teatralnych „Gardzienice”.

adaptacja sceniczna i reżyseria: Michał Zdunik

scenografia: Dorota Budacz

muzyka: Michał Zdunik

występują:

Małgorzata Wojciechowska
Łukasz Borkowski

fortepian/fisharmonia: Katarzyna Wesołowska

W spektaklu wykorzystano następujące utwory Tadeusza Różewicza:
teksty z książki poetyckiej Matka odchodzi oraz wiersz Czas na mnie


Produkja: Europejski Ośrodek Praktyk Teatralnych „Gardzienice”.

Program Festiwalu
Strona spektaklu na Facebooku

wtorek, 21 lipca 2015

Park

1.

Wracał. Zawsze wracał. Ciągle powtarzał sobie – już nigdy, to ostatni raz, ale nie mógł przestać. Wchłaniało go aż to samych głębin jego pamięci, nie pozwalało się uwolnić. Dlaczego więc wtedy był przekonany, że uda mu się z tym skończyć, ze następnego powrotu nie będzie?

A jednak, jak w tamten dzień przekraczał bramę parku – jak setki, tysiące razy – wiedział, że granica nieznanego, którą zawsze bał się przekroczyć, będzie ostatecznie zniesiona. Ale przecież nic tego nie zapowiadało. Słońce chyliło się ku zachodowi. Mrok powoli rozlewał się w parkowych alejkach. Latarnie mdłym światłem delikatnie rozświetlały kamienne dróżki, zanurzone w morzu zgniłych liści. Stawiał kroki powoli, prawie dostojnie, nigdzie się nie spiesząc. Skoro nikt na niego nie czekał, miał dużo czasu. Samotność przeżywana wśród ludzi, nawet jeśli to ostatni, zagubieni gdzieś spacerujący, ma w sobie posmak elitarnej egzaltacji: oto idę sam, bo chcę, nie wstydzę się tego, no bo przecież do życia absolutnie nikt nie jest mi potrzebny. Co więcej, takie przemierzanie pozwala na staranne namalowanie, jasnymi, jednoznacznymi barwami portretu pesymistycznego artysty, którego jedynym towarzyszem jest własny geniusz. Nic to, że to była tylko próba wyłowienia się z głębokiego morza rozpaczy. Ale przecież inni nie musieli, nawet nie mogli o tym wiedzieć.

Zatrzymał się przy stawie. Zaczynało padać. Krople mąciły gładką jak tafla lodu powierzchnię wody. Łabędzie, wystraszyły się przejmującego chłodu jesiennego deszczu i schowały się do drewnianego domku na środku jeziorka. Panowała nieprzyjemna cisza, która zapowiadała umieranie. Wtedy, wiele lat temu, było zupełnie inaczej. Pamiętał dobrze: jasny dzień, radosne okrzyki dzieci, drżące od upału powietrze. Stał dokładnie tak samo, w tym samym miejscu. Chciał im pokazać wszystko, od nowa, czuł się trochę domorosłym bogiem, który dla nich nazywa rzeczy. To jest dobre, od tego zaczyna się świat. Jedyny raz był stworzycielem wszelkiego porządku. Chodził z tą grupką dzieci po parku, opowiadał o łabędziach, źródłach wód, podniszczonym pałacu, chacie Wielkiego Pisarza, który jednak pisał o bardzo smutnych spawach. Dlaczego to robił? Coś, czego nikt nie chciał podjąć się nikt inny. Nikt go nie rozumiał. Nawet jemu samemu trudno było to wytłumaczyć. Zesłanie – inaczej przecież nie dało się tego nazwać. Chociaż nie, powód był. Tak banalny i prostacki, że nawet – sam przed sobą – nigdy głośno go nie wypowiedział. Nadal padał deszcz. A on patrzył w zwodniczą, zaskakująco głęboką toń wody.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Styczeń

Nigdy nie wiadomo czy się wróci. Wypadki chodzą po
ludziach - szybkim krokiem, urwanymi oddechami i zerwanymi
połączeniami telefonicznymi. Dopiero zaczyna się zima. Śnieg
wszystko odbija, nawet tamto. Wtedy. Ukryte. Zostań jeszcze.
Tylko przez chwilę. Boję się, że już nie będzie dnia. Albo to tylko
przemęczenie. Będzie można chwile odpoczać. Tak, za dużo stresu.

Chociaż może to co innego. Ale jak to nazwę, to wszystko straci
swój niestabilny sens. Jesteś tu już tak długo, a zawsze widzę
Cię jakby od nowa. Odkrywanie ciała. Gładka powierzchnia skóry.
Może to wszystko jest zbyt proste, może ludzki język tego nie
wytrzymuje - historii zbyt banalnych, aby je wypowiedziec. Ale

to wszystko nieważne. Trzeba wyjechać. Postaram się być na czas.
Już wszystko na swoim miejscu. Ile to już czasu? Zdaje mi się,
że jeden dzień. Albo jakby to było od zawsze. Tak, czas zakrzywia

nerwowe poczucie rzeczywistości. Wszystko od początku i zawsze
na końcu. A jeśli to jest własnie ta upragniona wieczność? Może
nie warto bać się wtedy śmierc? Spokojnie, to tylko

przemęczenie. 

czwartek, 25 grudnia 2014

Pastorałka

Jak tam musiało być zimno: palce kostniały, ciało
przeszywał przenikliwy dreszcz. Krew na Jej białej
sukni, nad odciętą scyzorykiem pępowiną latają
muchy. Noc. Dziecko całe w brudnej ziemi. Dlaczego
nic mu się nie stało, nie zmarło od razu po porodzie?
Zakażenie, brak higieny i odpowiedniej lekarskiej opieki.
Nie było innego wyjścia. Ale stało się inaczej: było.
I to jest najdziwniejsze.

Wszystko nie tak i na odwrót. Ostateczna materia
w ciele: drobnym i słabym, chorowitym i kaszlącym.
Noc. Pusto. A tutaj dzieje się wszystko. Małe dziecko
przewraca się z boku na bok, matka nie dostała
przeciwbólowych leków i krzyczy. Całą drży, osuwa się
na ziemię. Mdleje. Próbuje ją ocucić. Nie umieraj.
Przecież wtedy tylko koniec. Zostań. Proszę, zostań -

- Boże, w którego nie wierzę. Wracaliśmy z kościoła.
Zmęczone twarze odbijały się w kałużach. Latarnie
świeciły za słabo i można było zgubić się w ciemności.
Nie wiedziałem, po co tam poszedłem i po co wracałem.
Kroki odbijały się echem jak wbijane gwoździe. Jak
rozlewa się krew, gdy zardzewiały metal wchodzi w
nadgarstki? Jak napinają się mięśnie? Szliśmy dalej.
Co się wtedy wydarzyło? To były tylko narodziny.

Nie umiem powiedzieć nic, ponad "tylko". Milczę
przed nienazwanym. Tłum ludzi. Klęczą. Nie potrafię
wypowiedzieć słowa, w którego nie wierzę
Boże, jak tam musiało być zimno. Dalej noc. Krok
po niewierze to powolne odchodzenie, Po którym nie
można wrócić. I nie ma innego wyjścia. I to jest
najdziwniejsze.

(25 XII 2014)

wtorek, 23 grudnia 2014

Pusto, dramat w jednym akcie.

Pusto
dramat w jednym akcie

(Pokój w nowoczesnym mieszkaniu, w wielkim mieście. Na środku sceny – łóżko. Po obu jego stronach -  otwarte okna. Zimny poranek późnej jesieni. W łóżku młody mężczyzna. Wstaje, dopiero po przebudzeniu.

Podstawową wskazówką inscenizacyjną jest zapis tekstu).

MĘŻCZYZNA: 

[1.] 

Jeszcze raz. Wszystko od nowa. Takie same poranki. Za oknem mgła, niebo o kolorze brudnego mleka. Lodowate powietrze. Czy nie jest za zimno? Nie, w sam raz. I to nigdy się nie zmienia. 7:38. Ciało, ledwo przebudzone i zdrętwiałe. Prawie martwe, ale jednak wstaje, wiedzione jakąś dziwną siłą. Może kawy? Tak, jedną, zawsze tylko jedną. Małe espresso. Usiądę sam, naprawdę nie trzeba. Proszę mnie zostawić, tak jak wszyscy. Nie, nie robi mi Pani przykrości. Nikt nie robi mi przykrości. Bo nikogo nie ma. Cisza odbija się od pustych ścian. Albo może lepiej – rozmawiam z milczeniem. Chociaż nie, to źle brzmi – sam ze sobą zaczynam robić się strasznie egzaltowany. Trzeba na siebie uważać: 

taki stan wymaga rygorystycznej samokontroli. Regularne posiłki. Pobudka o tej samej porze. Sok ze świeżo wyciskanych owoców. Codziennie dwadzieścia minut biegania. Żadnej kawy i papierosów Ten doktor mi tak powiedział. Że kiedy ciało jest zdrowe, to i dusza zaczyna się uzdrawiać. To wszystko jest w tobie, pamiętaj, tylko musisz to odkryć. Nie możesz się zamykać na ludzi. Najważniejsze to się nie bać. Przecież oni chcą dobrze. Oni mogą coś dać sobie. Ty możesz coś dać im. Jesteście sobie potrzebni. 

sobota, 6 grudnia 2014

Rzeczy pozaliterackie (2)

Drodzy czytelnicy,

zachęcam do lektury moich tekstów eseistycznych, które powstały w ostatnich miesiącach. Oto linki do nich: 

Nieznośna lekkość awangardy, "Ruch Muzyczny" 2014 nr 6
Obcy, "Ruch Muzyczny" 2014 nr 9

Serdecznie pozdrawiam -

Michał Zdunik 

czwartek, 20 listopada 2014

Listopad [To tylko zmęczenie. Dni coraz krótsze.]

To tylko zmęczenie. Dni coraz krótsze. Światło ucieka. Czas
przestał istnieć, a poranki to pusta wieczność. Przecież nie można
już zmienić podjętej decyzji. Mam zostać? Tam ktoś na mnie czeka.
Wynajęte mieszkanie i opłacone rachunki. I co z tego, że nie
istnieje? W końcu można się oszukiwać. Krew trudno zatamować,
powoli unosi się w wilgotnej parze. Ostatnia łaźnia. Zapędzeni i
upchnięci, czekają. Ten z dołu zobaczył, że sufit przecieka. Zobaczył
i zemdlał. To tak łatwo? Czyli bez oklasków? Już więcej nie będzie.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem jej ciało, nie chciałem uwierzyć,
ze istnieje naprawdę. Delikatna chropowatość skóry. Drżała za
każdym dotknięciem. Na początku się bała, ale pozwoliła wejść
w samą siebie. Aż do krwi. Brak oddechu. Już może umierać.
Przyjechała do mnie do miasta, a ja nie odbierałem. Błąkała się
po pustych ulicach. Patrzyła w sklepowe witryny, a tam nie widziała
swojego odbicia. Dobranoc, najdroższa. Dobranoc. Nie zostało z nas
nic. Potrafisz uwierzyć? Z liczby mnogiej pozostało mileczenie. Język
stracił swoją gramatykę i skladnię: w końcu jak opowiedzieć znikanie?
Dobranoc. Śpij spokojnie. NIe bój się, nie ma już snu.

Już jej nie kochał. Ale cały czas bał się o tym powiedzieć. Ile w tym
wszystkim nieustępliwego banału? To już lepiej zamilczeć. Dzwonił
i nic nie mówił do słuchawki. Dni mijaly w pianissimo. Pauza generalna.
Przecież nie możesz tego zrobić. Co się wtedy stanie? Nic. Kim ty
teraz jesteś. Nie wiedział już, jak się nazywa. W lustrze nie poznawał
swojej twarzy. Jak wrócić do własnego imienia? Jak wrócić do tamtych
dni, tamtej nocy, gdy nie znało się jej ciała, rytmu oddechu, powierzchni
skóry? Ale przecież tamtego momentu już nie ma. No tak. Tak samo
ze wszystkim. Już nic nie mów proszę. Wiem, co chciałaś powiedzieć.
Zresztą, to nieważne. To tylko zmęczenie. Więcej odooczynku. Teraz
tylko sen. 

(listopad 2014)

piątek, 17 października 2014

Październik [Coraz bardziej mnie nie ma.]

Coraz bardziej mnie nie ma. Dni już krótsze, niedługo
zostanie tylko noc. Jak na jakiejś nieznanej scenie - wszyscy
patrzą, gdy ja się spalam. Patrzysz na mnie i nic nie mówisz. 
Zresztą ja też. Może zostaniesz jeszcze? Nie wychodź. Nie chcę
być sam. Ile to już lat? Poranki ciągle takie same. We mgle łatwo
zabłądzić i potem nigdy się nie obudzić. Zgubiłem się w mieście

i wsiadłem do złego tramwaju. Dojechałem aż do kresu. Po 
chwili nie pamiętałem jak się nazywam. A przedstawienie trwało dalej. 
Tylko kto jest widzem? Rytm czasu nie zmieni się nigdy. Wieczne ostinato
zmęczenia. Dni jak niestaranne kalki samych siebie. Chciałbym zostać

Żeby było żadnego jutra. Przeglądać tylko stare zdjęcia i wiecznie
umierać. Czy to już ostatni akt? Dalej nie umiem tekstu. Nie wiem co 
mówić. Mogę przepraszać za to, że jestem, ale i tak nikt mnie 
nie usłyszy. Już po wszystkim. To tylko tyle? Aż tyle. Znowu 

trudno wstać. Już wszyscy wyszli. Jeszcze tylko chwila przed
przebudzeniem. Aby tylko nie opuszczać snu. Szum ulicy
za oknem. Głosy ludzi, który nie ma. Potem cisza. 
Próbowałem otworzyć oczy a na powiekach był popiół.

(październik 2014)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Morza (poemat dla teatru)

Morza
(poemat dla teatru)

1.

w zmąconej powierzchni fal odbija się światło jak słowa
przemierzające podwodne labirynty pamięci jeszcze nigdy
śmierć nie była tak blisko – tuż za białą barierką
zaczyna się koniec – patrzyła w bezbrzeżna toń – czy jak mówiła
że jest gotowa to zrobić kłamała? teraz ukazywała mi się
sama prawda

coraz bardziej oddalaliśmy się od lądu coraz bardziej w głąb
uciekaliśmy od pewnej i znanej nam powierzchni ciała
jej twarz stawała się dla mnie coraz bardziej obca jak
wyspy które nigdy miały nie zostać odkryte – nasz statek
minął jedną z nich i wydawało mi sie że widzę tam człowieka
ale to to było tylko złudzenie – podobnie jak nasza wspólna wieczność

2.

no tak
bo to wszystko miało być inaczej
prawda
ale tak jakoś
dziwnie się ułożyło
wiesz nie wiem czy to ma jeszcze w ogóle sens
no ale przecież
właśnie
czy nie warto jeszcze raz spróbować
ile razy można -
ciągle od początku i znowu i znowu jeszcze raz
czy warto to wszystko tak od razu -
ale co wszystko
jak to co?
przecież właściwie nie ma nic
no właśnie nie ma nic

(powinniśmy odbyć tę rozmową idąc brzegiem morza i patrzylibyśmy na upływające życie i taki upływający czas ale na szczęście nic takiego się nie odbyło bo to było jeszcze wcześniej ale chyba tak naprawdę to w ogóle tego nie było tylko my sobie to wszystko sami wyobrażaliśmy i mówiliśmy te słowa w naszych zmęczonych tymi wszystkimi wspomnieniami umysłach i dochodziliśmy do tego samego wniosku że chyba dobrze że ta rozmowa się nie odbyła bo wtedy utonęlibyśmy w głębinach banałów w odmętach słów które nie znaczą nic poza swoim pustym brzmieniem a tak uchowaliśmy własną materialność cielesną dotykalną krwistą wszystko co pozostało nam w bezbrzeżnej krzyczącej samotności)

ale i to się nie udało
znikało wszystko
zatapiałem się
w sobie samym

piątek, 16 maja 2014

"Lalki" - czytanie w Paryżu/"Les Poupées" - lecture à Paris

W Paryżu, 3 czerwca 2014 roku, o godz. 19.00 w Théâtre Laboratoire Elizabeth Czerczuk, odbędzie się czytanie mojej sztuki Lalki. Wydarzenie to jest częścią cyklu lektur współczesnych polskich dramatów, organizowanego przez Instytut Polski w Paryżu we współpracy z Théâtre Laboratoire Elizabeth Czerczuk i  Presses Universitaires du Mirail, collection Nouvelles Scènes • Polonais. Poniżej podaję, po francusku, wszystkie informacje o czytaniu i dane adresowe. 

Serdecznie zapraszam!

NOUVELLE DRAMATURGIE POLONAISE
panorama du théâtre polonais d’aujourd’hui
Théâtre Laboratoire Elizabeth Czerczuk

2e séance de lecture
mardi 3 juin 2014 à 19h

Les Poupées"
(Lalki)
de Michał Zdunik                                  

traduction : Kinga Joucaviel
éditeur : Presses Universitaires du Mirail, collection Nouvelles Scènes • Polonais

mise en espace : Elizabeth Czerczuk
avec les comédiens de la Compagnie Elizabeth Czerczuk

en présence de l’auteur
et de la traductrice

Cycle initié et organisé par l’Institut Polonais de Paris

en partenariat avec
le Théâtre Laboratoire Elizabeth Czerczuk

et les Presses Universitaires du Mirail

Adresse

Théâtre Laboratoire Elizabeth Czerczuk 
20 rue Marsoulan
75012 Paris
tel. 01 43 40 79 53
www.theatrelaboratoire.com

Entrée libre

réservation conseillée :
paris.info@instytutpolski.org

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rzeczy pozaliterackie

Drodzy czytelnicy,

brak nowych postów literackich i teatralnych nie oznacza przerwy w pisaniu. Wręcz przeciwnie! W oczekiwaniu na kolejne, powstające, fragmenty zapraszam do lektury moich najnowszych esejów:


Inne teksty czekają na swoją publikację. Gdy pojawią się online, z radością zamieszczę odpowiedni link na blogu.

Serdecznie pozdrawiam - 

mz

niedziela, 5 stycznia 2014

Prologi, I

na scenie tylko mężczyzna, a w nim: chór

czas przemykał krętymi chodnikami - labirynty ciemnych uliczek w mieście
nie rozświetlał ich mrok dnia kamienice gniotły ciała kretów drążących
powierzchnię niewiadomych snów (nie potrafił się ostatnio obudzić
ciągły ból głowy nieprzyjemne kłucie w sercu może to zbliżało się już
        obudził się i nie nazwał tego – co niewypowiedziane nie istnieje
        frazes który przestał coś dawno znaczyć a teraz ma tylko chronić
        przed tym co zmierza w krzykliwym milczeniu)

dlaczego nie zostałeś (kto to mówił do niego?) trzeba było nie odchodzić
ale dobrze: nie będziemy komentować twojego wyboru którego
nam nie zostawiłeś – nie ma innego wyjścia: tutaj już nie ma światła tak
bardzo lubisz snuć się w mgłach zapomnianych twarzy obijać się
ściany drzwi domów widm – one wszystkie kiedyś były – a teraz
tylko na martwej tafli znikającej pamięci

(przestań to wszystko nie istnieje! - ale co? - za oknem crescendo
tramwajowych szyn transformatory trzymają długie legato basowych
uwertur – nie możesz kończyć ale musisz zacząć od nowa albo chociażby od końca
        wskazówki zegara przesuwają się jakby szybciej roztopione w godzinach
        czy może sam oszalał?

                                           samotność zapukała cicho i niepozornie
        prawie tylnymi drzwiami i rozsiadła się swoim chłodnym trwaniem
        istnieje tak bardzo tak mocno bo naprawdę jej nie ma albo może jest
        lecz nie tutaj ale daleko tam za odbiciem jego w zwierciadłach może
        nawet jeszcze dalej
                                       w lustrze lustra)



styczeń 2013