Zapraszam na wrześniowe pokazy spekaklu na podstawie mojego dramatu Lalki - w Teatrze im. S.I. Witkiewicza, 6 i 13 września o godzinie 19.00, na scenie A. Bazakbala (ul Chramcówki 15, Zakopane)
więcej informacji na stronie teatru: http://www.witkacy.zakopane.pl/repertuar.php
W październiku odbęda się spektakle wyjazdowe, w Nowym Sączu, w ramach Jesiennego Festiwalu Teatralnego - 13 października, o godzinie 18.00 i 20.00, w sali teatralnej Miejskiego Ośrodka Kultury (Al. Wolności 23):
więcej informacji na stronie organizatora: http://www.mok.nowysacz.pl/dkk_aktualnosci.htm
czwartek, 1 września 2011
poniedziałek, 20 czerwca 2011
"Lalki" - kolejne spektakle
Zapraszam serdecznie na kolejne, wakacyjne pokazy inscenizacji mojego dramatu "Lalki", w Teatrze Witkacego w Zakopanem. 19 lipca i 16 sierpnia 2011, o godz. 11, na scenie Atanazego Bazakbala, ul. Chramcówki 15.
Informacje o biletach i rezerwacjach na stronie teatru: http://www.witkacy.zakopane.pl/informacje.php
poniedziałek, 6 czerwca 2011
"Lalki / Les poupées" - wydanie i premiera sztuki po francusku
Sztuka Lalki, której premiera miała miejsca w styczniu w Teatrze Witkacego w Zakopane, doczekała się swojej francuskiej wersji. Przekładu dokonała Kinga Joucaviel, a całość, w dwujęzycznej edycji, została wydana nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu w Tuluzie (Presses Universitaires du Mirail - Toulouse). W tym mieście, podczas Festiwalu Universcenes, organizowanego przez Uniwersytet II Le Mirail, w Theatre Sorano odbyła się premiera przekładu (13 - 14 maja 2011), wystąpiła grupa Cie Pollen, reżyserowała Kasia Kurzeja.
Informacje o wydaniu:
Michal ZDUNIK
"Lalki / Les poupées"
Przekład: Kinga JOUCAVIEL
N° ISBN : 978-2-8107-0145-2
Format i liczba stron : 15 x 21 cm - 80 p.
N° ISBN : 978-2-8107-0145-2
Format i liczba stron : 15 x 21 cm - 80 p.
sklepy internetowe: http://w3.pum.univ-tlse2.fr/spip.php?page=ouvrages&id_article=1052
informacje o spektaklu:
Compagnie Cie Pollen
Reżyseria: Kasia Kurzeja
Scenografia i światło: Cie Pollen
Animacja i wideo: Gerome Agostini
Aktorzy: Claire Simon, aiwenn Da Silva, Gerome Agostini, Karolina Popczyk, Mariana Depardieu, Adam Kuroczycki
Festiwal Universcenes, Theatre Sorano, Universite Toulouse II Le Mirail.
13 i 14 maja.
Po spektaklu 13 maja odbyła się debata z udziałem autora, rezyserki i tłumaczki sztuki.
niedziela, 5 czerwca 2011
[widziałem z góry], monolog
przodownik chóru:
widziałem z góry z najwyższego balkonu
kupiłem najdroższe miejsca by wszystko
objąć słabym starym wzrokiem
na dole
młodzi Niemcy patrzą na getto
spełnia się ich cichy sen
ukrywany przed wielkimi gazetami i
oficjalnymi pismami starych ministrów
ich głuche oczy są suche i milczą
dotykają pewną ręką zniszczonego muru
który nie znaczy dla nich nic więcej
poza chropowatą powierzchnią zimnych cegieł
za murami za cegłami nic dla nich już nie ma
pustynie starych ludzi w kamienicach
o których prawie wszyscy już zapomnieli
oni też tylko mówią im
boże to tak dawno było, skąd my mamy pamiętać
zresztą nic nie wiemy, ojciec potem przyjechał ze wsi
jak nas przesiedlili pani kochana ja nie wiem
nas to nie interesowało potem każdy chciał jakoś żyć
a wy to skąd przyjechaliście bo słyszę, że nie z polski
z niemiec a tu kurwa cholerstwo szkopy mało
złego zrobiliście a tu jeszcze przyjeżdżacie
słowa odbijają się od zniszczonych ścian
komunalnego mieszkania trafiają w pustkę
przez chwilę trochę milczą, nawet nie są zmartwieni
zresztą już nie rozumieją wiele nawet
nie potrzebują rozumieć
bo zostały im tylko rzędy dziwnie brzmiących słów
źle poskładanych liter, źle przedrukowane
rysunki z gwiazdą dawida na szubienicy
i duże liczby od których zaczyna ich boleć głowa
więc odwracają od nich te młode głuche oczy
milczą i idą dalej ulicą dalej ulicami starego miasta
może któryś z nich pomyśli
to kiedyś było nasze, szkoda, ze nadal nie jest
breslau danzig też brzmiało dobrze
odchodzą kawałek ktoś im powiedział że
powinni być cicho przy tym murze ale
potem już mogą rozmawiać krzyczeć na nowo
głuchnąć obok polacy żydzi tak samo
rozweselają się i uśmiechają
jak małe dzieci trzymają się za ręce bo już
nie patrzą na getto
nie dla nich jeszcze się
nie skończyło przedstawienia
nie wyszli za kulisy
nie pora na zdejmowanie kostiumów
palenie scenografii
muszą wrócić na scenę
jeszcze raz wniesiemy
stare zamki papierowe jeziora
zapalimy gazowe świece
i znowu będzie jakieś życie
wolne trwanie między jednym
końcem sceny a drugim
gdzie jest tylko czarna przestrzeń
zbutwiałych desek
a na końcu śmierć
śmierć w starych dekoracjach
nie znam aktorów ani reżysera
zaraz przyjdą przyniosą
zardzewiałe metalowe szuflady
zasznurowane białe teczki
w nich jakieś stare urywki gazet
same puste strzępy urwane słowa
niedokończone przedstawienia
głuche krzyki i jęknięcia
coś udało się złapać martwe
gdy było jeszcze żywą materia
a teraz jest tylko żałosnym echem
nie no, skądże to nie będą żadne
cudowne zaklęcia nikt nie wniósł
na scenę kotła z którego wyciągamy
papierowe przeznaczenia
to już nie to to się skończyło
zeszło z afisza wiele lat temu
może zostały jakieś plakaty
programy ze zdobnymi literami
ale u nas już nie żadnej magii
mi tylko postaramy się układać to
co zebraliśmy bez sensu
brudni bezdomni którzy układają
całe swoje życie wszystko co mają
kilka zniszczonych przedmiotów
w zamokłym kartonie na dworcu
przyjdą przyniosą
rozrzucą wyniosą
nic poza tym
żadnego zaklęcia magicznych formuł
tylko ostre skrzypienie rdzy
i mdły zapach starego papieru
widziałem z góry z najwyższego balkonu
idą jasnymi ulicami nie patrzą w okno
ale przed siebie nawet nie chce im się raz
obrócić krok jest szybki miarowy pewny
mówią słowa których nie rozumiem
polski niemiecki hebrajski
nagle jedna bełkotliwa miazga
surowego niemego brzmienia
wyglądają na szczęśliwych wiem
że to niby banał nie lubię tego mówić
ale za tym coś było muszą wejść
w poprzedni akt
może nie ma zaklęcia
ale te białe zasznurowane teczki
mogą ożyć i połamane
chwile i słowa wejdą w nich
przypomną wszystko,
nie, nawet, nie
na tych słabych, tanich fundamentach
zbudują jakieś nowe pamiętanie
bo mnie to może i nie interesuje
ja jestem stary ja tu tylko sprzątam
ja się nie mieszam no ale tak nie można
nie można tak nie patrzeć w tył tylko tak
przed siebie nie można nie wiedzieć
trzeba wszystko odegrać każde słowo
w starych dekoracjach
zaraz znowu zgasną światła
potem niby znowu wszystko się rozjaśni
ale tak naprawdę wpuszczę ich w ten mrok w noc
zaraz znowu zgasną światła
w ten mrok w noc niech oni
niech oni razem my oni wyśnią wyśnijmy
ten koszmar ten sen
widziałem z góry z najwyższego balkonu
kupiłem najdroższe miejsca by wszystko
objąć słabym starym wzrokiem
na dole
młodzi Niemcy patrzą na getto
spełnia się ich cichy sen
ukrywany przed wielkimi gazetami i
oficjalnymi pismami starych ministrów
ich głuche oczy są suche i milczą
dotykają pewną ręką zniszczonego muru
który nie znaczy dla nich nic więcej
poza chropowatą powierzchnią zimnych cegieł
za murami za cegłami nic dla nich już nie ma
pustynie starych ludzi w kamienicach
o których prawie wszyscy już zapomnieli
oni też tylko mówią im
boże to tak dawno było, skąd my mamy pamiętać
zresztą nic nie wiemy, ojciec potem przyjechał ze wsi
jak nas przesiedlili pani kochana ja nie wiem
nas to nie interesowało potem każdy chciał jakoś żyć
a wy to skąd przyjechaliście bo słyszę, że nie z polski
z niemiec a tu kurwa cholerstwo szkopy mało
złego zrobiliście a tu jeszcze przyjeżdżacie
słowa odbijają się od zniszczonych ścian
komunalnego mieszkania trafiają w pustkę
przez chwilę trochę milczą, nawet nie są zmartwieni
zresztą już nie rozumieją wiele nawet
nie potrzebują rozumieć
bo zostały im tylko rzędy dziwnie brzmiących słów
źle poskładanych liter, źle przedrukowane
rysunki z gwiazdą dawida na szubienicy
i duże liczby od których zaczyna ich boleć głowa
więc odwracają od nich te młode głuche oczy
milczą i idą dalej ulicą dalej ulicami starego miasta
może któryś z nich pomyśli
to kiedyś było nasze, szkoda, ze nadal nie jest
breslau danzig też brzmiało dobrze
odchodzą kawałek ktoś im powiedział że
powinni być cicho przy tym murze ale
potem już mogą rozmawiać krzyczeć na nowo
głuchnąć obok polacy żydzi tak samo
rozweselają się i uśmiechają
jak małe dzieci trzymają się za ręce bo już
nie patrzą na getto
nie dla nich jeszcze się
nie skończyło przedstawienia
nie wyszli za kulisy
nie pora na zdejmowanie kostiumów
palenie scenografii
muszą wrócić na scenę
jeszcze raz wniesiemy
stare zamki papierowe jeziora
zapalimy gazowe świece
i znowu będzie jakieś życie
wolne trwanie między jednym
końcem sceny a drugim
gdzie jest tylko czarna przestrzeń
zbutwiałych desek
a na końcu śmierć
śmierć w starych dekoracjach
nie znam aktorów ani reżysera
zaraz przyjdą przyniosą
zardzewiałe metalowe szuflady
zasznurowane białe teczki
w nich jakieś stare urywki gazet
same puste strzępy urwane słowa
niedokończone przedstawienia
głuche krzyki i jęknięcia
coś udało się złapać martwe
gdy było jeszcze żywą materia
a teraz jest tylko żałosnym echem
nie no, skądże to nie będą żadne
cudowne zaklęcia nikt nie wniósł
na scenę kotła z którego wyciągamy
papierowe przeznaczenia
to już nie to to się skończyło
zeszło z afisza wiele lat temu
może zostały jakieś plakaty
programy ze zdobnymi literami
ale u nas już nie żadnej magii
mi tylko postaramy się układać to
co zebraliśmy bez sensu
brudni bezdomni którzy układają
całe swoje życie wszystko co mają
kilka zniszczonych przedmiotów
w zamokłym kartonie na dworcu
przyjdą przyniosą
rozrzucą wyniosą
nic poza tym
żadnego zaklęcia magicznych formuł
tylko ostre skrzypienie rdzy
i mdły zapach starego papieru
widziałem z góry z najwyższego balkonu
idą jasnymi ulicami nie patrzą w okno
ale przed siebie nawet nie chce im się raz
obrócić krok jest szybki miarowy pewny
mówią słowa których nie rozumiem
polski niemiecki hebrajski
nagle jedna bełkotliwa miazga
surowego niemego brzmienia
wyglądają na szczęśliwych wiem
że to niby banał nie lubię tego mówić
ale za tym coś było muszą wejść
w poprzedni akt
może nie ma zaklęcia
ale te białe zasznurowane teczki
mogą ożyć i połamane
chwile i słowa wejdą w nich
przypomną wszystko,
nie, nawet, nie
na tych słabych, tanich fundamentach
zbudują jakieś nowe pamiętanie
bo mnie to może i nie interesuje
ja jestem stary ja tu tylko sprzątam
ja się nie mieszam no ale tak nie można
nie można tak nie patrzeć w tył tylko tak
przed siebie nie można nie wiedzieć
trzeba wszystko odegrać każde słowo
w starych dekoracjach
zaraz znowu zgasną światła
potem niby znowu wszystko się rozjaśni
ale tak naprawdę wpuszczę ich w ten mrok w noc
zaraz znowu zgasną światła
w ten mrok w noc niech oni
niech oni razem my oni wyśnią wyśnijmy
ten koszmar ten sen
luty/kwiecień - maj 2011
wtorek, 29 marca 2011
[aria Orfeusza], fragment libretta operowego.
ORFEUSZ:
cicho
siedzę i próbuje wyłapać każdy szelest kartkę która mi upada oddechy przepływającą wodę w rurach jakiś deszcz może deszcze może za oknem pada wyglądam ale nic czarno ciemno za oknem nie ma
nic
wstaję staram się usłyszeć jak stare krzesło którego nigdy nie mam siły naprawić zaskrzypi czy uderzę nogami w brudny dywan może potknę się o butelki które leżą obok mnie ale nie idę spokojnie czuje zimne szkoło pod nogami czuję zimno jest coraz zimniej wszystko robi się jak lód ale nadal nic nie słyszę próbuje się uspokoić siadam znowu słucham
wyglądam przez okna nic nie widzę ale wiem że tam jest to duże szare pudło nie wiedzę nie wiem widzę staje przede mną ten
dworzec z bezdomnymi ze swoimi brudnymi ścianami straganami z chińskimi rękawiczkami i s starymi numerami pani domu s
słucham wreszcie coś słyszę nie wiem czy słyszę ale nie dźwięk wydaje się gęsty wszystko wokół mnie drga od niego podchodzę bliżej okna i pociąg hamuje boże jak pięknie hamuje dźwięk wcale nie piskliwy powoli się roznosi to jest g jednocześnie słyszę nie wiem skąd to jest ale preludium z pierwszej wiolonczelowej bacha
i to preludium dalej i dalej nie widzę już dworca powoli wszystko powoli coś innego
nie ja nie jestem pijany ja nie pije prawie nie pije
kurwa co kurwa znowu jezu ile krwi pierdolona butelka znowu rozdeptałem
zimno znowu zimno szkoło lód zimno
i w tej sali zimno i siedzi jakiś mały chłopczyk owinięty szalikiem bo jest zimno drewniana ławka ze zbutwiałego drewna po co ja to widzę nie to przypadek
wyjdę na powietrze i potem nic nie będzie nie nie mogę wyjść nie mam jak jestem zmęczony strasznie zmęczony już wszystko uchodzi już po wszystkim tak spokojnie spokojnie
spokojniej spokojniej ta fraza jest niedobra tu ją trzeba poprawić o tak tak
ale proszę pani ja nie umiem cały dzień ćwiczyłem a koledzy byli...
koledzy byli? nic mnie twoi kole...
al...
twoja matka mówiła że masz zostać artystą to zostaniesz
i jeszcze raz i jeszcze raz raz raz
i ram pam pam pam pam pam i ram i ram dobrze legato dobrze
i jeszcze raz raz raz raz
i raz i raz dobrze już kolejny krok już dobrze powoli o dobrze już prawie teraz tylko zejść po schodach tak i jeszcze raz dobrze już prawie już prawie jeszcze ostatni stopień
ostatnim stopniem twojego samodoskonalenia ma być odkrycie swoich własnych słabości i odkrycie że potrafisz naprawdę wiele pamiętaj nasz psycholog dyżuruje nasz psycholog pamiętaj pamiętaj że wszystkie twoje problemy nie są tak wielkie jak ci się wydaje pamiętaj ze też jest dzień i ze masz wokół wokół siebie dużo zaufanych osób które zawsze będą cie wspierać pamiętaj nasz psycholog dyżuruje nasz psycholog nasz
dom miał być inne wszystko miało być inne jak w filmach i jak w kolorowych gazetach w których przeglądaliśmy katalogi domów jednorodzinnych i tam był na przykład dom słoneczny osiem który miał dużą sypialnię na górze ale za to zbyt mały salon a my zawsze chcieliśmy zapraszać gości ale też był twój dom trzydzieści siedem i tam był właśnie duży salon no ale bez garażu a co to za teraz dom bez garażu i tam było to jakoś niestarannie wyrysowany ale komfortowy siedemnaście to już jakby stworzony dla nas dla nas
nas
nas zasypało piaskiem coś mi się kiedyś takiego śniło albo nie śniło takie coś że nic nie było ze spokojnie szliśmy a potem nagle zaszumiało zasypało i nic nie mogłem znaleźć i nie mogłem się obudzić nie chciałem się budzić w sobie tego wszystkiego budzić się rano nadzieję że to wszystko w ogóle będzie i jakoś przemówi
że nie będzie już tej ciszy że to przemówi
grudzień 2010.
Subskrybuj:
Posty (Atom)