piątek, 16 maja 2014

"Lalki" - czytanie w Paryżu/"Les Poupées" - lecture à Paris

W Paryżu, 3 czerwca 2014 roku, o godz. 19.00 w Théâtre Laboratoire Elizabeth Czerczuk, odbędzie się czytanie mojej sztuki Lalki. Wydarzenie to jest częścią cyklu lektur współczesnych polskich dramatów, organizowanego przez Instytut Polski w Paryżu we współpracy z Théâtre Laboratoire Elizabeth Czerczuk i  Presses Universitaires du Mirail, collection Nouvelles Scènes • Polonais. Poniżej podaję, po francusku, wszystkie informacje o czytaniu i dane adresowe. 

Serdecznie zapraszam!

NOUVELLE DRAMATURGIE POLONAISE
panorama du théâtre polonais d’aujourd’hui
Théâtre Laboratoire Elizabeth Czerczuk

2e séance de lecture
mardi 3 juin 2014 à 19h

Les Poupées"
(Lalki)
de Michał Zdunik                                  

traduction : Kinga Joucaviel
éditeur : Presses Universitaires du Mirail, collection Nouvelles Scènes • Polonais

mise en espace : Elizabeth Czerczuk
avec les comédiens de la Compagnie Elizabeth Czerczuk

en présence de l’auteur
et de la traductrice

Cycle initié et organisé par l’Institut Polonais de Paris

en partenariat avec
le Théâtre Laboratoire Elizabeth Czerczuk

et les Presses Universitaires du Mirail

Adresse

Théâtre Laboratoire Elizabeth Czerczuk 
20 rue Marsoulan
75012 Paris
tel. 01 43 40 79 53
www.theatrelaboratoire.com

Entrée libre

réservation conseillée :
paris.info@instytutpolski.org

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rzeczy pozaliterackie

Drodzy czytelnicy,

brak nowych postów literackich i teatralnych nie oznacza przerwy w pisaniu. Wręcz przeciwnie! W oczekiwaniu na kolejne, powstające, fragmenty zapraszam do lektury moich najnowszych esejów:


Inne teksty czekają na swoją publikację. Gdy pojawią się online, z radością zamieszczę odpowiedni link na blogu.

Serdecznie pozdrawiam - 

mz

niedziela, 5 stycznia 2014

Prologi, I

na scenie tylko mężczyzna, a w nim: chór

czas przemykał krętymi chodnikami - labirynty ciemnych uliczek w mieście
nie rozświetlał ich mrok dnia kamienice gniotły ciała kretów drążących
powierzchnię niewiadomych snów (nie potrafił się ostatnio obudzić
ciągły ból głowy nieprzyjemne kłucie w sercu może to zbliżało się już
        obudził się i nie nazwał tego – co niewypowiedziane nie istnieje
        frazes który przestał coś dawno znaczyć a teraz ma tylko chronić
        przed tym co zmierza w krzykliwym milczeniu)

dlaczego nie zostałeś (kto to mówił do niego?) trzeba było nie odchodzić
ale dobrze: nie będziemy komentować twojego wyboru którego
nam nie zostawiłeś – nie ma innego wyjścia: tutaj już nie ma światła tak
bardzo lubisz snuć się w mgłach zapomnianych twarzy obijać się
ściany drzwi domów widm – one wszystkie kiedyś były – a teraz
tylko na martwej tafli znikającej pamięci

(przestań to wszystko nie istnieje! - ale co? - za oknem crescendo
tramwajowych szyn transformatory trzymają długie legato basowych
uwertur – nie możesz kończyć ale musisz zacząć od nowa albo chociażby od końca
        wskazówki zegara przesuwają się jakby szybciej roztopione w godzinach
        czy może sam oszalał?

                                           samotność zapukała cicho i niepozornie
        prawie tylnymi drzwiami i rozsiadła się swoim chłodnym trwaniem
        istnieje tak bardzo tak mocno bo naprawdę jej nie ma albo może jest
        lecz nie tutaj ale daleko tam za odbiciem jego w zwierciadłach może
        nawet jeszcze dalej
                                       w lustrze lustra)



styczeń 2013

sobota, 21 września 2013

Księgarnia

1. 

Wszedł do środka, ale zupełnie nie wiedział, po co. Zaczynała się jesień - delikatnymi mgłami, labiryntami spadających liści, lepkimi od błota kałużami. Szara smuga papierosowego dymu unosiła się łagodnie do góry, jak opary zapomnianego kadzidła. Na ulicach było coraz więcej ludzi - wracali do pracy, opuszczeni przez ciepło poprzednich miesięcy i do końca utwierdzeni w przekonaniu, że tak naprawdę nic się nie zmieni, a ostatecznie czeka na nich tylko mrok wrześniowego wieczoru.

2.

Zaczął przemykać pomiędzy wąskimi ścieżynkami, wśród ciasno ustawionych stołów i regałów. Oczywiście, nie przyszedł po nic konkretnego, tylko dosyć tępym wzrokiem wodził po nazwiskach poetów, których obiecywał sobie przeczytać. Pamiętał pojedyncze cytaty, które gdzieś znalazł, albo które ktoś mu powiedział. Odczuwał wtedy jakiś krótki moment zachwytu, jasności, tego, że w tym zdaniu zawarta jest cała kwintesencja czegoś, czego nigdy nie umiał nazwać, a co wydawało mu się bardzo ważne. Niedawno poczuł, że kiedyś umrze, i udało mu się połączyć te fakty. Jego śmierć nie dawała się opisać, nie chciała być nazwana, uciekała jak płochliwe zwierzątko - z dziesiątkami zapomnianych fraz.

piątek, 26 lipca 2013

Kawa

Kawa

1.


Kawa, dopiero co przed chwilą zaparzona, stygła powoli. Biała filiżanka rysowała delikatny, okrągły kształt na chropowatej powierzchni drewnianego stolika. Ciepło leniwymi falami uciekało z gęstego, prawie czarnego płynu, próbując ogrzać jego ręce, przesuwające się po ściankach filiżanki, w chłodny, pierwszy dzień jesieni. Dawał sobie jeszcze chwilę, jeszcze moment. Zacznie coś robić, ale od następnego dnia, tygodnia, miesiąca. Każdy dzień stawał się tym następnym, przedłużanym w niewiadomą, nieistniejącą nieskończoność. Chociaż, tak naprawdę, ile można uciekać, w końcu przyszłość nas zastanie: samotnych, w chłodzie nocy, nieprzygotowanych do podjęcia jakiegokolwiek kroku, i odwrotu już nie będzie. Tak, wakacje się skończyły, nie można wiecznie pić kawy w centrum miasta i czytać dobrych książek, ale na razie starał się o tym nie myśleć. Jak skazaniec, któremu pozwolono wypełnić ostatnie życzenie przed pójściem na szafot. Może chciałbyś kogoś pożegnać, jakieś ostatnie słowo? Nie, dziękuję. Reszta jest milczeniem.

2.

Jak zobaczył rano w przedpokoju jego dwie walizki, zorientował się po raz pierwszy tak mocno, że i on umrze. Czas płynie nieubłaganie, nawet, jak bardzo nie chce się tego zauważać. Był trochę przerażony konsekwencją, z jaką podjął on tę decyzję. Skąd w nim to nagłe poczucie samotności i odrębności, gdzie się podziały jego ciepło i towarzyskość? Zorientował się, że przez tyle wspólnych lat tak naprawdę go nie znał. Wyrwani z jednego łona, które nie znaczyło dzisiaj nic więcej, poza niezrozumiałymi strumieniami wspólnej krwi. Dlaczego im bardziej przychodził moment tej ostateczności, wyrwania się z planów, którzy inni za niego podjęli, z życia, które mu narzucono, a którym nie chciał żyć, tym bardziej czuł się obcy, inny? Ktoś pomieszał języki, nie dając żadnej nadziei na ich ponowne narodzenie. Jakbyśmy byli w jakiejś wielkiej metropolii: rozpoznajemy znajome twarze, ale po chwili słyszymy crescendo nieznajomego szmeru słów, kanciasta składnia miesza wszelkie szyki. Widocznie musieliśmy się pomylić, idziemy dalej.